środa, 7 sierpnia 2013

Syrenka Ariel

Jakiś czas temu wybieraliśmy się na urodziny Pauliny chrześniaczki Zosi. Niestety po ciężkich poszukiwaniach w lesie odpowiedniego jeziora  w końcu daliśmy sobie spokój (o szczegóły lepiej nie pytać). Tort zjedliśmy w domu, a że byliśmy w większym gronie zniknął szybko ;-) na torcie Arielka.  Z tej twarzy to nie jestem zadowolona :-( no ale ćwiczę, ćwiczę…









1 komentarz:

  1. Tort jest uroczy, ale "Arielka"(bez ogona)świetnie pasowałaby do Mietka(z tortu na wieczór panieński)-te usta i rozbiegany wzrok!
    Generalnie podziwiam Twój talent i zaangażowanie - widac, że każdy tort jest niezwykle dopracowany!

    OdpowiedzUsuń